<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7512281821811087114</id><updated>2011-04-21T21:51:01.892+02:00</updated><title type='text'>El Russello Blog</title><subtitle type='html'>O filmach, muzie, telewizji, popkulturze, koncertach i wszystkim innym co mi przyjdzie do głowy :-) Plus twórczość własna oczywiście</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://elrussello.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>El Russello</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07183651733915246050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>11</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7512281821811087114.post-7999893487142726276</id><published>2009-05-06T11:20:00.002+02:00</published><updated>2009-05-06T11:39:50.123+02:00</updated><title type='text'>Polskie nowości...</title><content type='html'>Oki, że z Polską muzyką jest mocno średnio, to wiadomo (przynajmniej jesli o mainstream chodzi). Przyjrzyjmy się kilku nowościom w telegraficznym skrócie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Reni Jusis - Iluzjon cz. 1&lt;br /&gt;Dla mnie ta płyta jest znakiem, że nigdy nie należy dorosnąć i zejść z parkietu. Skoro Madonna może tam być do 50-tki, mogła i Reni. A wybrała szarość, brąz i smutek bagiennych ballad ala Ania Dąbrowska. Nie da się tej płytki, i mówię to z bólem jako fan Reni, określić inaczej, niż jako ambitna porażka.&lt;br /&gt;Posłuchaj: 8 minut (duet z Gabą Kulką)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mika Urbaniak - Closer&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Że zdolna to wiadomo, ma to w końcu w genach i słychać to w kawałkach które nagrała np. ze Smolikiem. Tutaj marketingowcy wytwórni przekonują nas, że dzięki temu że płytę wyprodukował jakiś koleś grający z Amy Winehouse, to już będzie super i fokle. Jak jest naprawdę? Hmm nieźle ale bez rewelacji. Najlepsze co można o tej płycie powiedzieć, to że wpada jednym uchem i wypada drugim.&lt;br /&gt;Posłuchaj: Lovin needs a deadline, Easy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;SOFA - DOREMIFASOFA&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i znowu. Jest nieźle, zaczyna się intrem mówionym przez dzieci, potem jest super energetyczne Affaiaz, a dalej sympatyczne i ciepłe Limelife. Potem niestety jest już różnie. Dobre kawałki wymieszane z przeciętniakami mniej więcej po równo sprawiają, że album pozostawia spory niedosyt.&lt;br /&gt;Posłuchaj: Affaiaz, Would u&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a co u zagranicy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;pojawił się nowy klon będący połaczeniem Eminema z Just Jackiem. Niestety ani taki ostry jak ten pierszy, ani zczilowany jak ten drugi. Asher Roth, bo o nim mowa podbił Amerykę hymnem na cześć picia, jarania i ruchania nazwanym o zgrozo "I love college". Niestety, reszta płytki, mimo udziału takich gości jak Cee-Lo, Chester French (o krążku tych panów za chwilę) czy Busta Rhymes wypada różnie. W jednym kawałku (As I Em) nawiązuje nawet do swego rzekomego podobieństwa do Eminema, dyskontując je. Jednak wrażenie, że właśnie na popularności innego białego rapera jedzie, pozostaje. Jest nieźle, oby na następnym krążku było lepiej.&lt;br /&gt;Posłuchaj: I love college,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chester French zdobyli scenę collegową amerykańską piosenką o tym, że trzeba się zabezpieczać bo nie wiadomo z kim się idzie do łóżka (She loves everybody) i kompletnie bezpretensjonalną oldskoolową piosenką Jimmy Choos. Niestety reszta albumu kojarzy mi się z próbami panów z Panic! At the Disco czyli z próbą zostania nastęonymi Beatlesami. Słabo...&lt;br /&gt;Posłuchaj: Jimmy Choos&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PJ Harvey wróciła. Mam do tej Pani rózny stosunek, ale generalnie pozytywny. Tutaj ugruntowany świetnymi kawałkami jak przebojowe Black hearted Love czy tytułowe A woman a man walked by. Do całej płyty mam mieszany stosunek ale do kilku kawałków wracam baaardzo chętnie.&lt;br /&gt;Posłuchaj: Black Hearted Love, The Soldiers, Pationless,pointless&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;dobra, tyle na dziś, wracam do roboty...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7512281821811087114-7999893487142726276?l=elrussello.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elrussello.blogspot.com/feeds/7999893487142726276/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/05/polskie-nowosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/7999893487142726276'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/7999893487142726276'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/05/polskie-nowosci.html' title='Polskie nowości...'/><author><name>El Russello</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07183651733915246050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7512281821811087114.post-4511429480740018263</id><published>2009-05-06T11:11:00.002+02:00</published><updated>2009-05-06T11:20:02.071+02:00</updated><title type='text'>Wracam z plejlistą na dziś</title><content type='html'>Oki, więc trochę mnie nie było.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznijmy od przedstawienia, czego słuchałem sobie rano.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Phoenix - Lisztomania&lt;br /&gt;Objawienie rzekome tego roku. Dla mnie przyjemnie grają, ale nie jestem przekonany, czy to tegoroczne MGMT.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Solar Twins - Rock the Casbah&lt;br /&gt;Ok z jakiegoś powodu mam sentyment do tego kawałka, i nic na to nie poradzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. SOFA - Affaiaz feat. OSTR&lt;br /&gt;Dooobry, wzorowany na znanym motywie "bhangra", kawałek którego przesłanie chyba mówi coś o nietolerancji i nieufności. Nie wiem, dla mnie liczy się tu energia i bit.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Metro Station - Shake it&lt;br /&gt;Powie ktoś, że tandeta, że MTV i Viva to grają. No grają, co nie zmienia faktu że to pozytywny, lajtowy, żenująco głupi kawałek, który zawsze wprawia mnie w dobry nastrój i sprawia że jakoś łatwiej mi się idzie do durnej pracy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Madonna - Give it 2 Me (Oakenfold Remix)&lt;br /&gt;I znowu, przestrzenne bity, dobra melodia, gęsty kawałek. A jako że Madonnę i Oakenfolda w te wakacje mam zobaczyć, to muszę ćwiczyć...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z innych niusów to chyba znalazłem współlokatorkę do zamieszkania na Gajowej. Oh Yeah!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7512281821811087114-4511429480740018263?l=elrussello.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elrussello.blogspot.com/feeds/4511429480740018263/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/05/wracam-z-plejlista-na-dzis.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/4511429480740018263'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/4511429480740018263'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/05/wracam-z-plejlista-na-dzis.html' title='Wracam z plejlistą na dziś'/><author><name>El Russello</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07183651733915246050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7512281821811087114.post-8954567808568370549</id><published>2009-03-27T16:23:00.002+01:00</published><updated>2009-03-27T16:50:51.219+01:00</updated><title type='text'>Wiosenny przegląd muzycznych nowości</title><content type='html'>&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Korzenie Flo Rydy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga płyta rapującego z szybkością światła mieszkańca Florydy. Przyjemne, taneczne granie z pogranicza hip hopu, rnb i popu. Brak tu równie wielkiego przeboju jak "Low" z poprzedniej płyty "Mail on Sunday", jednak płyta jako całość robi wrażenie solidniejszej niż debiut. I choć kuriozalna jest dla mnie moda na wykorzystywanie europopowych hitów sprzed paru lat (tutaj Blue włoskiego zespołu Eiffel 65), to jednak całość jest przyjemną tzw. muzyczką tła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posłuchaj: R.O.O.T.S, Finally Here, Rewind&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Flo Rida - R.O.O.T.S&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Trzeci junior z Islandii&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Royksopp wraca, w towarzystwie kilku znanych pań (np. Lykke Li czy Robyn) nagrywa płytę, na której jest przestrzennie, lekko i przyjemnie. Jesli ktoś nie znał, pokocha. Jeśli znał, nie powinien się zbytnio zawieść. Zespół trzyma swój stały, dość wysoki poziom, acz nie jest to płyta równie dosokonała jak dwie poprzednie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posłuchaj: Girl and the robot, This must be it, Miss it so much&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Royksopp - Junior&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Pisk rockmana&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Timbaland zabrał się za jeden z bardziej charakterystycznych głosów muzyki rockowej. Na rezultat szkoda niestety słów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posłuchaj: Long Gone - jedynej solidnej kompozycji z tej płyty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Chris Cornell - Scream&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;To nie twój czas Justyno...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak dalece można zatracić instynkt samozachowawczy? Na to pytanie można odpowiedzieć przyglądając się uważnie nowemu tworowi Justyny Steczkowskiej. Artystka, która kiedyś robiła projekty mocno nietypowe i nie wpasowujące się w główny nurt radiowej komercji, teraz za wszelką cenę stara się przypodobać publiczności za pomocą węgierskiego producenta, dzięki któremu płyta brzmi jak podróba Varius Manx z pierwszej połowy lat 90-tych. Teksty niby osobiste, a jednak generalnie nie mówią nic ciekawego. Zabrakło mocy głosu, wyczucia i tego, co Justyna zawsze miała, czyli pasji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Posłuchaj: czegoś innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Justyna Steczkowska - To mój czas&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7512281821811087114-8954567808568370549?l=elrussello.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elrussello.blogspot.com/feeds/8954567808568370549/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/03/wiosenny-przeglad-muzycznych-nowosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/8954567808568370549'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/8954567808568370549'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/03/wiosenny-przeglad-muzycznych-nowosci.html' title='Wiosenny przegląd muzycznych nowości'/><author><name>El Russello</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07183651733915246050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7512281821811087114.post-3735534395410719182</id><published>2009-03-10T10:37:00.005+01:00</published><updated>2009-03-10T11:13:26.127+01:00</updated><title type='text'>Za dużo kochania, za mało tańczenia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Vbp0mBzkGcU/SbY8w9KDCyI/AAAAAAAADVo/xoK3-WzVgeY/s1600-h/phpSDNzGM.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 385px; height: 260px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Vbp0mBzkGcU/SbY8w9KDCyI/AAAAAAAADVo/xoK3-WzVgeY/s320/phpSDNzGM.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5311499622278171426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Miało być: hollywoodzko, z rozmachem, tanecznie, muzycznie, wspaniale.&lt;br /&gt;Wyszło: chaotycznie, idiotycznie, mało tanecznie, muzycznie, mocno średnio.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ściągnięty z krajów Skandynawskich reżyser Bruce Parramore miał zagawarantować hollywoodzką jakość i pokazać, że da się zrobić "Step Up" po polsku i faktycznie, prawie się udało. Prawie, jak wiadomo, robi wielką różnicę. Parramore jak się okazuje nie ma na koncie żadnego filmu pełnometrażowego, a jedynie masę teledysków. Wydawałoby się, że to dobrze, by film taneczny był zmontowany jak teledysk, prawda? Otóż nie, ponieważ fabułą rządzi się innymi prawami. Setki cięć i ujęć trwających sekundę w teledysku mają wywołać wrażenie efektowności i zatuszować brak umiejętności tanecznych wokalisty czy wokalistki. W filmie z masą bardzo utalentowanych tancerzy te umiejętności powinno się eksponować, a reżyser do spółki z montażystą zrobili wszystko by je ukryć i zabić całą dramaturgię widowiska. Szkoda, bo kilka scen tanecznych mogło wyjść naprawdę dobrze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scenarzysta postawił natomiast, a to niespodzianka, na klisze fabularne, zasadniczo ubierając scenariusz znany z "You can dance" w wątłą fabułkę z jednowymiarowymi postaciami, które mówią do siebie banałami (mimo wszystko i tak dialogi są tu lepsze niż w typowej polskiej komedii romantycznej). Jednak w odróżnieniu od telewizyjnego show, tu zabrakło dramaturgii, ponieważ w You can dance śledzimy losy kilkunastu bohaterów, którzy są jednakowo eksponowani, w  filmie natomiast wszyscy tancerze są jedynie tłem dla losów Wojtka -Damięckiego i Hani - Miko. Dodatkowo nie udało się uniknąć typowych dla tego podgatunku polskiego kina idiotyzmów (scena spotkania na dachu kompletnie bez słów, Damięcki ścigający na rowerze samochód, czy jadący na końcu stopem i biegnący do swojej ukochanej, podczas gdy cała reszta jego znajomych i rodziny spokojnie łapie taksówkę. Szczytem było zrobienie z kolegi Damięckiego transwestyty nie podając powodu ani nawet nie wykorzystując w żaden sposób tej postaci).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Żeby nie być zupełnie negatywnym:  robi wrażenie oświetlenie, pięknie pokazana (jak to w produkcjach TVN) Warszawa, sceny humorystyczne (choć jest ich zaledwie kilka) oraz przede wszystkim muzyka. Brawa dla Łukasza Targosza i zespołu Afromental. Muzyka w filmie wpada w ucho i ma wszystko to, co w takim filmie muzyka mieć powinna. Mimo, że to jedynie umiejętne kopiowanie zachodnich hitów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Każdy kto chce zobaczyć trochę tańca, niech lepiej włączy w środę po 21 TVN, niż idzie do kina. Kto ma ochotę na optymistyczny i kolorowy ładunek kiczu, może spokojnie wydać kilkanaście złotych na bilet.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7512281821811087114-3735534395410719182?l=elrussello.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elrussello.blogspot.com/feeds/3735534395410719182/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/03/za-duzo-kochania-za-mao-tanczenia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/3735534395410719182'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/3735534395410719182'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/03/za-duzo-kochania-za-mao-tanczenia.html' title='Za dużo kochania, za mało tańczenia'/><author><name>El Russello</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07183651733915246050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_Vbp0mBzkGcU/SbY8w9KDCyI/AAAAAAAADVo/xoK3-WzVgeY/s72-c/phpSDNzGM.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7512281821811087114.post-8756220730739755543</id><published>2009-03-04T11:02:00.004+01:00</published><updated>2009-03-04T12:06:56.415+01:00</updated><title type='text'>(1)33 sceny z życia księdza</title><content type='html'>Wczoraj zebrałem się w końcu i wykorzystałem swój wolny wieczór na zobaczenie najnowszej polskiej superprodukcji czyli "Popiełuszki"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postaram się więc rzetelnie opisać moje odczucia do tego filmu. Otóż film ten nie jest na pewno tak zły, jak piszą niektórzy, natomiast na pewno nie mogę go nazwać filmem udanym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę od tego, co odebrałem bardzo pozytywnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siła tego filmu tkwi przede wszystkim w Adamie Woronowiczu, dzięki któremu Popiełuszko jest człowiekiem z krwi i kości - pełnym ciepła, ale też wątpliwości i strachu, a miejscami wykazującym oznaki próżności czy słabości (np. do papierosów, choć nie wypala ich w filmie zbyt wiele).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi atutem tego filmu jest rozmach, jaki w polskim kinie pojawia się rzadko ostatnimi czasy. Sceny zbiorowe, czołgi, a nawet pościg samochodowy (nieudolny, acz inteligentnie przełamany dowcipną uwagą na temat możliwości Syrenki). Do tego przez znaczną część filmu bardzo dobrze oddany jest klimat epoki poprzez bogatą scenografię, dobrze dobrane wnętrza i kostiumy bohaterów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzecim pozytywem jest sprawne przeplatanie materiałów archiwalnych z filmowymi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobało mi się również w zaledwie kilku scenach zarysowanie postaci Barbary Sadowskiej i Grzegorza Przemyka. Poprzez kilka ledwie scen udało się oddać ich specyficzny związek i zdobyć sympatię widzów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrym zabiegiem było też pokazanie poczucia humoru księdza i dodanie kilku akcentów humorystycznych, które stanowią miły przerywnik w trakcie seansu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnim sporym pozytywem jest moim zdaniem pieczołowicie oddana atmosfera tamtych czasów i atmosfery, nastrojów jakie panowały wśród zwykłych Polaków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A minusy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę od błędów reżysera i scenarzysty w jednym, Rafała Wieczyńskiego.&lt;br /&gt;Przede wszystkim film jest za długi. Bardzo dużo w nim scen nie do końca potrzebnych, które spokojnie mogłyby pójść pod nóż na stole montażowym. Za przykład podam tu całą sekwencję wojskową, która nijak ma się do reszty filmu, podobnie jak początek (podczas którego dowiadujemy się tylko, że ksiądz Jerzy od dziecka chciał być rycerzem Maryi). Pomijam już fakt, że wiele wątków - podróże księdza po kraju, organizacja pielgrzymi ludzi pracy, czy spotkania z Wałęsą itd. można było zarysować jedną sekwencją montażu, a nie rozwlekać na prawie 30 minut filmu. Gdyby film był o te 30 minut krótszy, zyskałby sporo na dramaturgii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie do końca jasny jest target filmu. Z jednej strony ma to być film dla młodych, który ukaże im tamte czasy, stąd dużo materiałów archiwalnych, doskonale znanym starszych i pewna łopatologia bijąca z ekranu. Z drugiej strony wrzuca się tam masę postaci nieznanych młodzieży (czy ktoś urodzony po 1980 skojarzy Kazimierza Kaczora, Halinę Łabonarską, Joannę Szczepkowską w roli swej matki czy Maję Komorowską?) nie wyjaśniając, kto jest kim i o co chodziło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Idąc dalej, pomysł obsadzenia niektórych postaci z prymasem Glempem na czele w rolach samych siebie sprzed 25 lat jest dyskusyjny, moim zdaniem chybiony, zwłaszcza w przypadku gdy część postaci (Wałęsa, prałat Jankowski) jest odgrywana przez nieznanych (i niepodobnych) aktorów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejną wadą są uproszczenia, SB i ZOMO są w tym filmie złem bez twarzy, osobowości i wątpliwości, przypomina jednowymiarowe postacie z komiksów z lat 30 i 40. W tym samym czasie robotnicy są prostymi ludźmi i mają swojską twarz Zbigniewa Zamachowskiego (który w sztampowej, jednowymiarowej roli irytuje). Nie ma tu też mowy o członkach kleru, którzy donosili na Popiełuszkę. W ogóle wątek tego, że ktoś z otoczenia księdza mógł donosić, jest jedynie wspomniany w 2 linijkach dialogu żeby przypadkiem młodzież nie miała wątpliwości, kto jest dobry a kto zły w całej tej historii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tego dochodzi nieudolność i nieuwaga reżysera. W jednej z ciekawszych scen, w której po śmierci Przemyka ksiądz Jerzy przychodzi do jego zrozpaczonej matki, w tle bije po oczach... najnowsza książka Sapkowskiego (sic!). Niestety takich błędów jest jeszcze kilka (nowoczesne żaluzje w oknach, szaliczki z H&amp;amp;M, niektóre fryzury i stroje), co przy całej tej dbałości o wygląd epoki, o której trąbią producenci obrazu, psuje odbiór filmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O nieudolności reżysera mówię również w kontekście nieudolności w budowaniu napięcia, przez co kiedy nagle ksiądz zaczyna się bać i przewidywać swój koniec, dzieje się to tak szybko, że wypada umiarkowanie przekonująco - trochę zmian w tekście i inne rozłożenie akcentów mogły temu zapobiec, a tym samym sprawić, by widz rzeczywiście odczuwał napięcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec w odbiorze przeszkadzała mi źle dobra i nadmiernie patetyczna muzyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomimo tych wszystkich wpadek film ogląda się dobrze i jest w nim sporo scen naprawdę przyzwoicie zrobionych, zagranych, a nawet poruszających. Można bez żenady pójść do kina, choć chciałoby się powiedzieć coś więcej niż "jak na polski film, to wypadł nieźle".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Osobną sprawą jest marketing tej produkcji...&lt;br /&gt;Reklamy z Piotrem Kupichą i podstawionymi "zachwyconymi nastolatkami", plakat zerżnięty z Bonda i wywołujący skojarzenie z "nową kolekcją H&amp;amp;M", dodanie niepotrzebnego podtytułu ("wolność jest w nas")...&lt;br /&gt;No i zwykle na koniec w filmach gdy pojawiają się napisy, to widzi się nazwisko reżysera lub głównych aktorów... W "Popiełuszce" pojawia się... informacja, że film objęto patronatem prezydenta Kaczyńskiego. Nie wiem, czy tylko ja odczułem niesmak w tym momencie, bo zapachniało tanią kampanią wyborczą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Film oceniam jako przyzwoity, ale jego kampania reklamowa to zwyczajna żenada.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7512281821811087114-8756220730739755543?l=elrussello.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elrussello.blogspot.com/feeds/8756220730739755543/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/03/133-sceny-z-zycia-ksiedza.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/8756220730739755543'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/8756220730739755543'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/03/133-sceny-z-zycia-ksiedza.html' title='(1)33 sceny z życia księdza'/><author><name>El Russello</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07183651733915246050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7512281821811087114.post-3850535839928880143</id><published>2009-02-25T16:38:00.003+01:00</published><updated>2009-02-25T16:51:45.460+01:00</updated><title type='text'>Bono słusznie się boi</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Vbp0mBzkGcU/SaVo6UfqP2I/AAAAAAAADVg/W99CH4UBJ4Y/s1600-h/No-Line-On-The-Horizon_U2,images_big,0,1796028.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 210px; height: 188px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Vbp0mBzkGcU/SaVo6UfqP2I/AAAAAAAADVg/W99CH4UBJ4Y/s320/No-Line-On-The-Horizon_U2,images_big,0,1796028.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5306763087069200226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na kolejny album U2 czekałem z pewnymi oczekiwaniami, przekonany że jest to zespół, który po prostu nie schodzi poniżej pewnego poziomu i mimo, że ich ostatnie płyty nie przyniosły ponadczasowych przebojów, to jednak słuchało się ich przyjemnie i bez żenady. Niestety nie mogę tego powiedzieć o "No line on the horizon", który niestety wpisuje się w nurt tegorocznych rozczarowań (razem z Franz Ferdinand i przede wszystkim z Chrisem Cornellem, o czym kiedy indziej). Czułem już, że coś jest nie tak po wyjątkowo mało przbojowym singlu "Get on your boots" nie porywa ani refrenem, ani riffami, niczym...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I taki jest cały album.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Słabiutkie refreny, oparte na prostych dźwiękach, dużo jęczenia, dużo hałasu gitarowego, ale U2 zawsze jednak miało dar do melodii, który tutaj po prostu stracili. Słuchając "Moment of surrender" lub "FEZ-Being born" mam wrażenie, że słucham U2, ale w wersji demo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A już absolutnym dnem jest "I'll go crazy if I don't go crazy tonight". Faktycznie można oszaleć, zwłaszcza kiedy Bono próbuje śpiewac falsetem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Broni się trochę balladowa końcówka albumu, ale próżno tu szukać kompozycji na miarę "One" czy nawet "Sometimes you can't make it on your own".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bono ponoć powiedział, że boi się Coldplay i The Killers. Może przeczuwał, że ten album jemu i kolegom za bardzo nie wyszedł?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;hmmmmm...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7512281821811087114-3850535839928880143?l=elrussello.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elrussello.blogspot.com/feeds/3850535839928880143/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/02/bono-susznie-sie-boi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/3850535839928880143'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/3850535839928880143'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/02/bono-susznie-sie-boi.html' title='Bono słusznie się boi'/><author><name>El Russello</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07183651733915246050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_Vbp0mBzkGcU/SaVo6UfqP2I/AAAAAAAADVg/W99CH4UBJ4Y/s72-c/No-Line-On-The-Horizon_U2,images_big,0,1796028.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7512281821811087114.post-1897140110821867293</id><published>2009-02-25T09:33:00.002+01:00</published><updated>2009-02-25T09:49:59.584+01:00</updated><title type='text'>Wrocłaffka - Warszaffka dla ubogich</title><content type='html'>Chciałoby się zacząć jak O.S.T.R...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siemano pokolenie zatrute komercją...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta piosenka, dzisiaj pierwsza na mej tramwajowej plejliście, towarzyszyła mi wczoraj przez cały wieczór po traumatycznym przeżyciu, jakim była wizyta we wrocławskim kasynie. Zostaliśmy tam zaproszeni na, uwaga uwaga, POKER Z GWIAZDAMI. Wśród gwiazd m.in Rafał Mroczek, Agnieszka Włodarczyk czy lider ultra popularnego Papa Dance, Paweł Stasiak*.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Impreza ściągnęła tłumy tzw. elyty, która wyfraczona, wytapirowana i wypachniona stała grzecznie na schodach od parteru po drugie piętro, czekając aż zostanie wpuszczona do przybytku hazardu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już w środku prowadzący przyrównywał Wrocław do Las Vegas (i tu, jak już ustaliliśmy z Bartkiem K. wiele się nie pomylił, tyle że jemu chyba nie do końca chodziło o to, o co nam...) i generalnie robił to za co mu się płaci czyli nawijał o Pokerze Texas Hold'em.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;My oczywiście z M. zaczęlismy wizytę od zlokalizowania Pani z drinami, a następnie stołu z cateringiem, który okazał się wyjątkowo niejadalny, więc ograniczyliśmy się do bezpiecznie wyglądającego udka kurczaka i bigosu, czyli standardzik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i doszliśmy do sedna sprawy: gwiazd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Większość z nich określiłbym zdaniem "widziałem ich kiedyś w TV". Czy to czyni ich gwiazdami? Nie mnie oceniać, bo o tym już chyba elaboraty pisano w naszym pieknym kraju (O.S.T.R mówi "ty lepiej wyłącz telewizję"...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bottom line: gdyby ta biba była w Warszawie, byliby to przynajmniej lanserzy z pierwszych stron gazet, a nie ochłapy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;M. chciałby też dodać, że składa reklamację, bo nie było Agnieszki Włodarczyk, a zastąpiono ją niejaką Natalią "40 osób na koncert" Lesz, a M. nie wiedział jak ona wygląda więc był niepocieszony...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aha, dodatkowy smuteczek, jak mawia Joanna, dla liderów młodych wrocławaskich zespołów, jak Oszibarack, którzy wzięli udział w tym smutnym przedsięwzięciu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* wstydliwa dygresja, jak mialem 4 lata to chodziłem za moją mamą i krzyczałem "Pussić" (puścić jakby ktoś nie skumał), co odnosiło się do piosenki Papa Dance. Niestety nie pamiętam jakiej...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7512281821811087114-1897140110821867293?l=elrussello.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elrussello.blogspot.com/feeds/1897140110821867293/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/02/wrocaffka-warszaffka-dla-ubogich.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/1897140110821867293'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/1897140110821867293'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/02/wrocaffka-warszaffka-dla-ubogich.html' title='Wrocłaffka - Warszaffka dla ubogich'/><author><name>El Russello</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07183651733915246050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7512281821811087114.post-6383474896897134969</id><published>2009-02-21T15:22:00.003+01:00</published><updated>2009-02-21T15:35:28.355+01:00</updated><title type='text'>Wątpliwości, mam tyle wątpliwości...</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_Vbp0mBzkGcU/SaARB6g3ieI/AAAAAAAADVY/-NlKyuhQpDs/s1600-h/doubt-poster-080908.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 218px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_Vbp0mBzkGcU/SaARB6g3ieI/AAAAAAAADVY/-NlKyuhQpDs/s320/doubt-poster-080908.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5305259085627099618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;...czy wypada mi pojechać film "Wątpliwość", opowieść o siostrze zakonnej, która wyrusza na wojnę z przełożonym - księdzem podejrzanym o molestowanie czarnego chłopca (w oparciu o wątłe dowody) . Ciężko oceniać ten film, nie zdradzając tego, co w nim najciekawsze. Nie wypada jechać na pewno aktorów. Meryl Streep jak wiadomo potrafiłaby zagrać nawet krzesło, a i tak byłoby ciekawie. Tutaj tworzy postać pełną niuansów i dwuznaczności, z zewnątrz zawsze prezentującą krzywy uśmieszek i wręcz odpychającą, a jednak zdradzającą w kilku scenach zarówno ciężkie życie jak i autentyczną troskę o innych. Po drugiej stronie Philip Seymour Hoffman, którego ojciec Flynn jest pozornie wcieleniem dobra, jednak w wykonaniu Hoffmana można zobaczyć również mroczną, pełną strachu stronę. Pomiędzy tą dwójką obiecująca Amy Adams, która niestety 1. ma mało do grania 2. po raz kolejny jest obsadzona w prawie identycznej roli młodej i naiwnej dzieweczki. Dodatkowo Viola Davis jako matka molestowanego chłopca, która w zaledwie dwóch scenach urzekła Akademię, a ta przyznała jej nominację do Oscara (moim zdaniem odrobinę na wyrost).&lt;br /&gt;Ok, mamy więc wybitnych aktorów w świetnych rolach. Co dalej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, nie za wiele. Reżyser-dramaturg, który własną sztukę przerobił tu na film, nie poradził sobie niestety z filmowymi środkami wyrazu, w związku z czym jego "uatrakcyjnienia" materiału o podmuchy wiatru, opady śniegu, pękającą żarówkę itd. nie wypadają przekonująco, a wręcz rażąco teatralnie i sztucznie. Dodatkowo w paru miejscach natrętna symbolika (zwłaszcza w scenie, gdy ojca Flynna widać na tle obrazu rozmodlonego Jezusa) wywołała u mnie skrzywienie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scenariusz również pozostawia sporo do życzenia, staje się bowiem swego rodzaju dyskusją istniejącą tylko po to, by dyskutować, a cały sens filmu jak ktoś już podkreślił, zawiera się w jego ostatnich 30 minutach, co sprawia wrażenie, że materiał został sztucznie wydłużony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś jednak napisał w jednej z recenzji, że nieczęsto można zobaczyć Meryl Streep czy Hoffmana w teatrze, więc dla tej dwójki warto się wybrać do kina. Ale tylko dla nich niestety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;ps. zdecydowany plus za ciekawy i niesztampowy plakat, ale to już do marketerów sprzedających film ;-)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Doubt"&lt;br /&gt;reż. John Patrick Shanley&lt;br /&gt;Ocena: 3/6&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7512281821811087114-6383474896897134969?l=elrussello.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elrussello.blogspot.com/feeds/6383474896897134969/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/02/watpliwosci-mam-tyle-watpliwosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/6383474896897134969'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/6383474896897134969'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/02/watpliwosci-mam-tyle-watpliwosci.html' title='Wątpliwości, mam tyle wątpliwości...'/><author><name>El Russello</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07183651733915246050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_Vbp0mBzkGcU/SaARB6g3ieI/AAAAAAAADVY/-NlKyuhQpDs/s72-c/doubt-poster-080908.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7512281821811087114.post-1045724456197570689</id><published>2009-02-18T16:02:00.003+01:00</published><updated>2009-02-18T16:26:19.803+01:00</updated><title type='text'>Ślubne Wojny - czyli nie chodzę do kina na filmy, które w USA mają premierę w styczniu i lutym</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_Vbp0mBzkGcU/SZwogAfk1PI/AAAAAAAADVQ/vgvN7NOxcSY/s1600-h/7226820.3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 181px; height: 267px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_Vbp0mBzkGcU/SZwogAfk1PI/AAAAAAAADVQ/vgvN7NOxcSY/s320/7226820.3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5304158991488963826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Film, który zmusił mnie do zastanowienia się "Co oni sobie myśleli?". Oni to w tym przypadku grupa producentów, reżyser i dwie nota bene całkiem zdolne aktorki, które w realizacji tego koszmaru uczestniczyły.&lt;br /&gt;Myślałem nad tym dłużej, niż oglądałem ten film (a skończyłem po 40 minutach) i doszedłem do wniosku, że mogło być tak...&lt;br /&gt;Producent 1 dzwoni do producenta 2 wychodząc z seansu "Sexu w wielkim mieście" i mówi: mam pomysł, a gdyby tak zrobić taki sam film, tylko troch,e pozmieniać, to zbijemy sporo kasy.&lt;br /&gt;Producent 2 reaguje bardzo entuzjastycznie i stwierdza, że to świetny pomysł, ale po co angażować aż 4 aktorki, jak można zapłacić wysokie gaże jedynie dwóm. Producent 1 jest wniebowzięty.&lt;br /&gt;Potem zatrudniają scenarzystę, który musi biedny wymyślić jakąś fabułę. Ma małe pole manewru, bo producent 2 narzuca mu do jakich sklepów mają chodzić bohaterki, jak mają wyglądać i koniecznie muszą mieć dobre zawody, a producent 1 cały czas powtarza że musi być śmiesznie i dynamicznie. Scenarzysta skrzętnie notuje wszystkie uwagi.&lt;br /&gt;Ostatecznie do całego tego blichtru potrzebny jest jeszcze jakaś story i tutaj scenarzysta, uradowany, podaje pomysł dwóch przyjaciółek, które przypadkiem mają mieć ślub w tym samym dniu. Producenci 1 i 2 szaleją.&lt;br /&gt;Na bazie tego jednozdaniowego streszczenia, zapewniając że będzie super śmiesznie i w ogóle w tradycji najlepszych komedii lat 90tych i 80tych producent 1 pozyskuje super zdolną Anne Hathaway, a producent 2 nieco zmarniałą w ostatnich latach, ale wciąż córkę Goldie Hawn czyli  Kate Hudson.&lt;br /&gt;Produkcja rusza. Niestety, po drodze scenarzystę zwalniają i zastępuje go inny, a potem inna, a potem jeszcze inna (pod scenariuszem podpisano 4 osoby) i ostatecznie na ekranie Hathaway jest pustą i zimną suka, a Hudson na wpół zidiociałą blondynką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No cóż, miało być pięknie, a wyszło jak zwykle...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7512281821811087114-1045724456197570689?l=elrussello.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elrussello.blogspot.com/feeds/1045724456197570689/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/02/slubne-wojny-czyli-nie-chodze-do-kina.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/1045724456197570689'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/1045724456197570689'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/02/slubne-wojny-czyli-nie-chodze-do-kina.html' title='Ślubne Wojny - czyli nie chodzę do kina na filmy, które w USA mają premierę w styczniu i lutym'/><author><name>El Russello</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07183651733915246050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_Vbp0mBzkGcU/SZwogAfk1PI/AAAAAAAADVQ/vgvN7NOxcSY/s72-c/7226820.3.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7512281821811087114.post-2116599025899319893</id><published>2009-02-18T09:15:00.002+01:00</published><updated>2009-02-18T09:28:45.157+01:00</updated><title type='text'>Playlista na Dziś</title><content type='html'>Od paru dni staram się co wieczór lub przynajmniej dwa razy w tygodniu, ułożyć sobie na drogę do pracy (ok 25 minut) playlistę, najczęściej kierując się moimi podejrzeniami co do humoru, jaki będę miał następnego ranka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Playlista na dziś:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=1W3lfrOhiik"&gt;Alphabeat - Digital Love (Daft Punk Cover acoustic version)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. &lt;a href="http://www.thehoodinternet.com/2009/02/katy-perry-vs-thermals.html"&gt;The Hood Internet - Hot Doesn't Run On Cold (Katy Perry vs. The Thermals)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=0PKhpjnLc-4"&gt;Mates of State - The Re-Arranger&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. &lt;a href="http://hypem.com/track/754826/Krewella-Gameplan"&gt;Krewella - Gameplan&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. &lt;a href="http://hypem.com/track/754826/Krewella-Gameplan"&gt;Black Kids - Damn, I wish I was your lover (Sophie B. Hawkins Cover)&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. &lt;a href="http://hypem.com/track/669363/Alphabeat-Public+Image"&gt;Alphabeat - Public Image&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to idealnie starcza mi na drogę z domu do tramwaju, podróż w zatłoczonym tramwaju nowym Skoda (który przynajmniej ma ogrzewanie) pod Heliosa i te kilkadziesiąt metrów do mego strasznego biura, w którym właśnie siedzę udając że pracuję :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7512281821811087114-2116599025899319893?l=elrussello.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elrussello.blogspot.com/feeds/2116599025899319893/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/02/playlista-na-dzis.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/2116599025899319893'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/2116599025899319893'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/02/playlista-na-dzis.html' title='Playlista na Dziś'/><author><name>El Russello</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07183651733915246050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7512281821811087114.post-5199625387384216608</id><published>2009-02-18T09:05:00.000+01:00</published><updated>2009-02-18T09:08:57.952+01:00</updated><title type='text'>The beginning is the end is the beginning...</title><content type='html'>Założenie bloga chodziło mi po głowie jakiś czas, bo generalnie potrzebuję się powywnętrzać o swoich muzycznych, filmowych i generalnie popkulturowych gustach, więc być może będę tu przeżywał i krytykował sobie różne rzeczy, bo w końcu mogę, nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze posty już dziś :-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7512281821811087114-5199625387384216608?l=elrussello.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://elrussello.blogspot.com/feeds/5199625387384216608/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/02/beginning-is-end-is-beginning.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/5199625387384216608'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7512281821811087114/posts/default/5199625387384216608'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://elrussello.blogspot.com/2009/02/beginning-is-end-is-beginning.html' title='The beginning is the end is the beginning...'/><author><name>El Russello</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07183651733915246050</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
